A wiec podobnie jak to bylo z moim pobytem w Japonii, tak samo teraz zaczynam cos tam skrobac. Mniej wulgarnie (bo zona patrzy, chociaz czytac po polsku nie potrafi, ale zawsze jakies ryzyko istnieje) i pewnie rzadziej (nie codziennie) bo do pracy trzeba zasuwac.
Nazbieralo sie tego przez ostatni prawie miesiac. Pewnie troche za duzo zeby wsio opisac w jednym poscie, ale pewnie spora czesc z tego wyleciala mi juz z glowy, co by nie powiedziec, ze mi sie pamiec pogorszyla ;).
A zebym nie zapomnial o rzeczy najwazniejszej, to musze doniesc, ze moja polowica zrobila dzis na obiad (jak dla mnie to na kolacje) golabki. Ze w tym kraju o polskie jedzenie raczej trudno (znalazlem polskie 'smiej zelki', ale polskiej wodki juz nie) to po prostu bylem dzis w siodmym niebie. Smakowaly po naszemu :) A jako, ze ja juz od paru mesiecy jestem wypychany tajskim zarciem, to musicie sobie wyobrazic jak bylem szczesliwy :)
No dobra, troche teraz ze spraw biezacych: wiekszosc z was moja fotke w basenie na fejsie juz widziala (i pewnie zazdrosci :)), ano to to juz czas przeszly: zaczela sie pora deszczowa i mamy pochmurno i deszczowo kazdego dnia, ale temp. dalej tak pomiedzy 28-35 C.
A na koniec fotka:
Tak, to zabijajka an robactwo latajace (chociaz ja z tym tu nie mam problemu, tylko Duang wiecznie narzeka, ze ja cos pozarlo).
Od dzis przyrzekam pisac regularnie i od czasu do czasu wrzucac wiecej fotek.

0 komentarze:
Post a Comment