Minął miesiac

.

Minal miesiac i powoli zaczynam sie rozkrecac w tym miescie, co nie znaczy wcale, ze zrobilem sie jakis luzak i czuje sie juz jak lokals. Po prostu wiem juz co mniej wiecej zamowic w knajpie zeby nie umrzec, wiem jak trafic z domu do metra i z metra do domu (bynajmniej nie na piechote - do stacji mam jakies 6 km)i tego typu rzeczy. Czyli reasumujac, wiem troche wiecej niz klasyczny emeryt na wycieczce z orbisu :)



W piatek,wraz z malzonka (jak to brzmi :)) udalismy sie na troche bardziej specjalna kolacje, do troche lepszej restauracji - Mango Tree. Nie wiem w jakiej czesci BKK, ale gneralnie nie bylo blisko. Oplacilo sie. Jedzenie fantastyczne - szczerze mowiac, w zyciu jeszcze tak nie jadlem. Baranina byla najlepsza z calego zestawu. Dosc powedziec, ze po zakonczeniu mialem problemy z ruszeniem sie od stolu. Zreszta deser mnie dobil: sernik na zimno z kawalkami mango. Masakra.
Jednyny minus: prawie cala obsluga  reestauracji to geje i tranzystory. Fuj.

Po sutej kolacji postanowilismy udac sie do klubu, co by sie troche schamic. Rozwazalismy dwie opcje: dla normalnych ludzi i dla tzw. 'high society' (wyjatkowo glupio brzmi). Padlo na to drugie (jak szalec to na calego) - Spasso w hotelu Grand Hyatt. Wypozyczonym Nissanem Micra (tutaj nazywa sie March) zajechalismy pod (doslownie, bo parkowalismy pod ziemia) 7* hotel.
Wchodzimy do knajpy: pierwsza klasa. Wystroj jak z filmow o Bondzie, ceny takie same. Zaszalalem. Wzialem Hainekena - w przeliczeniu na zlotowki: 50 zeta za pol litra. Polowica, jako ze kierowca, skusila sie na koktail bezalkoholowy - cale 30 zeta. Po raz pierwszy zdarzylo mi sie pic jedno piwo przez przeszlo godzine.
Wyladowalismy tam przed 22 wiec nie mosielismy placic za wstep - normalnie za samo wejscie trzeba polozyc 60 zeta od lebka.
Wybila 22 - godzina sodomy i gomory. Doslownie. Jakies amerykanskie wyjce ze sceny produkowaly sie (po naszemu jest to takie pitolenie do kotleta i pewnie za kosmiczna kase) a do knajpy zaczely naplywac tabuny ekskluzywnych  tajskich dziwek, znudzone zony tajskich biznesmenow, ktore cierpia na nadmiar gotowki, mniej ekskluzywne tajskie dziwki, napaleni expaci z nadmiarem gotowki w srednim wieku, napaleni juz nie expaci w bardziej podeszlym wieku z nadmiarem gotowki, a posrodku (tzn. przy barze) ja z Duangusia.
No i zaczelo sie (po kolei: ja jestem posrodku, wiec fala uderzeniowa rozchodzi sie ode mnie)
1. Znudzone zony tajskich biznesmenow: caly tabun, ktoras miala urodziny. I tak jak to widzimy na filmach: azjaci probuja nasladowac zachod. Kiecki za kosmiczna kase, jeszcze drozsze torebki (ja pewnie przez caly miesiac tyle nie zarobie zeby zonie to kupic). Nie, punktem kulminacyjnym nie moze byc tort ze swieczkami i debilne 'happy birthday' zagrane przez pitolacy do kotleta zespol. Zamiast tego kelnerzy musza wniesc minature olbrzymiej tajskiej lodzi, wypelniona lodem i shotami wodki czy czego tam dusza zapragnie. Ogolny przerost formy nad trescia.
2. Expaci i expaci srednio starszego pokolenie (tutaj uklon w strone prezia za cytat). Jak masz kase (a na standardy tajskie to wiekszosc ma, a w tym klubie po prostu MUSISZ miec je duzo) to nie wazne jakiego debila z siebie zrobisz, ale bedac w wieku lat 50, 60, 70 mozesz zaczac obmacywac dwudziestoparoletnie (nie wiem czy dobrze to napisalem) tajki, a te beda sie cieszyc z tego jak glupie. Bo i takie sa.
3. O dziwkach pisac nie musze. Te sa tutaj w prawie kazdym barze. Akurat w tym byly te mega ekskluzywne (chociaz nie do konca ladne).

To tyle o zyciu nocnym w BKK (baaaardzo skromnnie - nigdy nie nalezalem do wylewnych).

Ale mi sie tu i tak podoba, bo mam lato przez caly czas i poza tym czlowiek jest jak szczur: do wszystkiego sie przyzwyczai.

A na zakonczenie: w piatek mielismy akcje we firmie: greening the office. Najpierw wyklad o tym jak byc bardziej eko na codzien, potem, firmowe activities w miejskim parku (nie powiem, bardzo mile). Ale najgorsze bylo to, ze musialem udac sie do pracy we firmowej koszulce. Jak dla mnie to bylo 'geying te office' brrrr…


I prosze sie nie smiac :)

Poza tym Duangusia otwiera wkrotce nowy sklep. Fotka ponizej :) na razie gole sciane, wstawialismy sprzet w sobote i sie nagle okazalo, ze wcale tak duzo iejsca to w nim nie ma. Ale generalnie fajnie jest.


0 komentarze:

Post a Comment