No to zaczynam cykl postow, w ktorym bede prezentowal rzeczy, zdecydowanie zbyt krotkie na osobne posty, ale o ktorych warto wspomniec. Na pierwszy ogien ida ksiazki i ksiegarnie oraz lokalne wersje etykiet popularnych napojow.
Moge powiedziec o sobie, ze jestem molem ksiazkowym; po prostu zawsze lubilem czytac. Wprawdzie w szkole podstawowej jak i sredniej moim nie do konca rozwinietym nauczycielom prawie udalo sie obrzydzic moj zapal do czytelnictwa, ale cuda sie zdarzaja, a ja nadala lubie czytac, nawet pomimo chronicznego braku czasu.
Dosc powiedziec, ze w domu w PL mam calkiem ladna biblioteczke, miszkajac w UK rowniez dorobilem sie paru ksiazek i to nie koniecznie po polsku. Wracajac z Japonii do PL musialem doplacic 100 funtow za nadbagaz wlasnie przez ksiazki. Obladowany ksiazkami wracalem rowniez z Singapuru jak i z Pekinu.
Od przyjazdu do Bangkoku rowniez zaczalem poszukiwania jakiejs skladnicy materialow drukowanych. No i szukam, szukam i nic (w czasie wolnym, w weekendy znaczy sie wylacznie). W miedzy czasie staralem sie przeprowadzic pare rozmow u mnie w pracy z wspolrobotnikami, n/t literatury jakiejkolwiek, ale okazalo sie, ze nawet osoby dobrze wyksztalcone, ktore studia konczyly w Tajlandii i USA, maja literature i sztuke w raczej glebokim powazaniu.
Pod katem czytelnictwa, ksiazek, ksiegarn i bibliotek przepytalem moja malzonke i okazalo sie cos zupelnie dziwnego. Nie mozna generalizowac, ale Tajowie maja gdzies literature, wlasciwie ksiazki czyta tam o wiele mniej osob niz w PL (i nie mowie tu o podrecznikach szkolnych). Masakra. Wielu Tajow jest po prostu tepych…
No ale wiedzialem, ze to nie moze byc tak, ze w calym BKK nie maja zadnych ksiegarn, wiec w koncu, w duzym i drogim centrum handlowym, znalazlem anglojezyczna, olbrzymia ksiegarnie. :)
Punkt drugi. Wiem, ze to oklepane, ale na ponizszych fotkach, miejscowe wersje Pepsi i Coca-Coli.
A na koniec taka sobie historia z soboty.
Gdy szanowna malzonka raczyla juz zamknac swoj biznes udalismy sie wreszcie cos zjesc a pozniej obejrzec 'Dyktatora'
Wiem, ze BKK to burdel, ale wiem tez, ze nie jedno mnie jeszcze tu zaskoczy. A wiec, wzielismy taxowke spod domu i zapodajemy do jadlopodawcy. Oczywiscie po drodze korki i w jednym z nich utknelismy. Posuwamy sie w zawrotnm tempie ponizej 10km/h i nieublaganie zblizamy sie do przystanku autobusowego na ktorym wygodnie siedzi sobie dwoch chlopaczkow w wieku, tak na oko, 16-18 lat. Sekundy zmieniaja sie w minuty, odleglosc od przystanku maleje a chlopaczki rosna w oczach… i moje oczy tez powiekszaja sie do rozmiaru podstawka filizanki.
No, tym chlopaczkom tez cos uroslo w spodniach, bo siedzieli bardzo blisko siebie, a ten po lewej (patrzac ode mnie z taxowki) obciagal laske temu po prawej starajacemu sie ukryc caly proceder i rozpiete spodnie pod jakas torba. Myslalem, ze sie porzygam. No tak, co kraj to obyczaj.
Taksowkarz powiedzial, ze dla niego to zadna nowosc, bo tacy zdarzaja mu sie tez w taryfie, a czasem i jemu proponuja to za kase. bleeeee
| Duangusia czeka na "Dyktatora" :) |
Przypomniala mi sie zasada ograniczonego zaufania co do niektorych pomyslow mojej malzonki, ale niestety juz po fakcie. Czlowiek uczy sie na wlasnych bledach - tego na szczescie juz nigdy wiecej nie popelnie.
Otoz udalismy sie do klubu o przepieknym, rozowym lightboksie i wdziecznej nazwie 'Climax'. No, dosc powiedziec, ze klub miesci sie w podziemnym parkingu (zero wyjsc awaryjnych w przypadku pozaru), a nazwa swietnie oddaje to jak to badziewie wyglada, kto tam sie schodzi i jakosc zespolow sie tam produkojacych (jak wokalista zaczal drzec jape probujac zaspiewac Gunsow to myslalem, ze wyjde, o inteligentnym secie coverow przez caly wieczor nie wspomne). Ze tak powiem adekwatna gowniana zawartosc do gownianej nazwy. Dosc, wieczor mialem popsuty. Wszystkim tu przyjezdzajacym, szczerze odradzam wizyte w tym bagnie (fiuty skasowaly mnie 20 zeta za cos co niby mialo byc black label).
Jak sobie wpiszecie w googlu Climax Bangkok to znajdziecie cala mase fotek. Klub daje lapowki policji, bo wszystko tu musi byc zamkniete o 1 w nocy, ci maja czynne do 8 rano.
Dobrze, ze przynajmniej jest cieplo i film w kinie byl zajebisty :)
A nastepny post to bedzie taki mini fotoreportaz z nocnego targu kwiatow. Mega.



0 komentarze:
Post a Comment