W przeszlosci Baajang okreslano pierwszy dzien, w ktorym rozpoczynano prace na polach ryzowych, dla nas jest to najdluzszy dzien roku - a wiec jak wszyscy juz sie pewnie domyslaja, bylo to jakis czas temu, pierwszy dzien lata swietowalismy na wiejski sposob posrodku wielkiej metropolii.Tak jak pisalem w poprzednim poscie, wybralismy sie na 'baajang'. Cale swietowanie odbywa sie prawie w centrum China town i jest rokrocznie naglasniane przez panstwowa telewizje.
Z tego tez powodu spodziewalem sie duzej imprezy, porownywalnej co najmniej z obchodami chinskiego nowego roku. Spodziewalem sie no i… sie rozczarowalem. Calosc przypomina festyn jednej ulicy. Oczywiscie, jak to bywa z chinczykami, jest glownie masa stoisk z jedzeniem, scena i wielki chalas.
Ale po kolei. Wyjasnilem juz z jakiej okazji odbywa sie owe swieto. Teraz jak ono wyglada. Otoz na ulice weszlismy poprzez brame, minelismy chinski oltarzyk i modlacych sie przy jedzeniu (swiecacych je?) mnichow i dotarlismy do podluznych namiotow ocieniajacych cala ulice, pod ktorymi rozciagaly sie stoiska z jedzeniem (uff... dlugie zdanie). Kawalek dalej, na malej krzyzowce rozstawiono scene, na ktorej mialy sie odbyc glowne obchody swieta, taniec smokow i inne tego typu oficjalki. Dalej juz tylko ciagnely sie niezliczone rzedy krzesel.
Przez cale poludnie odbywaly sie konkursy na najlepszy miejscowy przysmak, a gdy nadszedl czas - tak okolo 13.00 i slonce stanelo w zenicie, zaczeto walic w najrozniejsze bebny i blachy - innymi slowy, zaczeto robic mase chalasu. Na scenie zatanczyly smoki... i cala impreza sie skonczyla :)
A ponizej na zdjeciach, tak jak to wygladalo.
Oltarzyk albo raczej oltarz pelen jedzenia i chnskich bozkow. Tych specjalow mozna bylo sprobowac rozniez na stoiskach.

A tutaj mnich i miejscowi modla sie i swiece miescowe jedzenie
Z kazdym z gotujacych byl przeprowadzany wywiad przez miejscowa pieknosc udajaca chinke czystej krwi. Na powyzszym zdjeciu, jadlopodawca robi cos na wzor slodkiego makaronu. Najpierw miesza sie duza ilosc cukru z goraca woda az do uzskania rozciagliwej masy. Potem miesza sie to z maka i wielokrotnie rozciaga az otrzymamy cos w rodzaju makaronu
A tu szanowna malzonka z organizatorem imprezy, strasznie milym panem, ktory pomimo wielu obowiazkow, duzej rozpoznawalnosci telewizyjnej, znalazl czas by z nami zamienic pare slow i opowiedziec co, jak i dlaczego.
No i zaczyna sie oficjalek. Organizator powtarza teraz do mikrofonu to co nam opowiedzial
pare minut wczesniej.
Slonce stanelo w zenicie, nadszedl czas ropoczynania pracy na polach i czas imprezy w miescie. Miejscowe kuchciki oznaczaja ten moment waleniem w gong, a potem na scene wkraczaja smoki i inne przebierance :)









0 komentarze:
Post a Comment