Ostatnio tak jakos sie sklada, ze nie mam za bardzo czasu zeby pisac. W prawdzie chadzam tam i owdzie, robie mase zdjec, ale zazwyczaj konczy sie tym, ze nawet nie mam czasu tych fotek obrobic, a te ktore tu wrzucam, to takie przerobki w jpg-a na szybko. Dzis chce pokazac pare obrazkow z wycieczki, w ktorej wzialem udzial wraz z polowica niecale poltora tygodnia temu (zreszta, jak sie sami przekonaliscie, niczego juz nie wrzucam na biezaco - wsio opoznione). Tak sie zlozylo, ze wypadlo w czwartek wolne i sila rzeczy zrobil sie dluzszy weekend. W owy czwartek, jako, ze malzonka pracowala, ja sobie troche polazilem i porobilem zdjec fajnych swiatyn (ale o tym kiedy indziej). Wiec z powodu dluzszego weekendu w niedziele w towarzystwie sasiadek i kolezanek moje zony (tak bylem tam jedynym facetem a srednia wieku przekraczala 50-tke) udalismy sie wynajeta Toyota Commuterem na objazdowe po okolicznych targach, swiatyniach i parkach. Od razu mowie, ze nazw nie pamietam, ale koniec koncow bylo warto, bo zobaczylo sie troche prawdziwej Tajlandii, a nie tylko BKK.
No wiec, zaczelismy w ponizszej swiatyni. Tak samo jak wokolo naszych kosciolow, tak i wokol tej rozlozyl sie caly jarmark i handluja tam doslownie wszystkim - poczawszy od jedzenia na czesciach samochodowych konczac.
Ponizej: tak wyglada swiatynia od strony rzeki. Przy brzegach, jako ze wedkowanie wokol swiatyn jest w Tajlandii zabronione, zyje masa ryb, ktore wierni moga dokarmiac chlebem za zlotowke (totalnie pozbawionym smaku), a ze Duangusia byla glodna wiec nie oparla sie pokusie by sprobowac.
Ponizej: tak mieszkaja mnisi. Ubostwo ubostwem (tak jak u nas) ale chate maja wywalona i raczej nie widac zeby im czegos brakowalo. Poza tym trzymaja tam mase kotow i psow, ktore sie wzajenie nie zazeraja, a sa tak oswojone, ze gdy zobaczyly Duangusie, to oczywiscie jej nie przepuscily :P
No, a po wizycie w swiatyni i na targu, udalismy sie na kolejny, ktory w zalozeniu mial byc plywajacy. Ja oczywiscie strasznie podniecony, ze zobacze ten prawdziwy, gdzie turystow nie uswiadczysz, a tu tymczasem, plywajacy to on byl tylko z nazwy, bo... zrobili go na brzegu rzeki. Ale koniec koncow swoj koloryt posiada i bylo mozna zjesc mase smacznych rzeczy.
No, a zeby nie bylo nudno, kolo targu byla.... swiatynia. No i, ze tak powiem, znowu to samo :)
Potem udalismy sie do czegos co nazywa sie 'Siam Cultural Park' i jest jakby takim pokazaniem Tajlandii i pewnych wydarzen z jej historii, w jednym miejscu. Przy okazji udowodnilisy z Duangusia, ze do normalnych nie nalezymy :)
No, a ponizej figury woskowe, z jakimis waznymi osobistosciami (plus matka Teresa i Mao) i nasze trenowanie z glupka na wariata :D
Ponizej, park z pozostalosciami zabudowan z bardzo dawna plus nowe posagi buddy
No i kolejne trenowanie z glupka na wariata
No a tutaj Duangusia w roli pani tradycyjnego tajskiego domu
A ja nie jestem normalny
Pani domu raz jeszcze
a jak kobieta za bardzo pyskuje to do roboty ja zaprzac i od razu bedzie spokoj
No a na koniec fotka pod wodospadem naszej zalogi :D, dobrze ze po tajsku nie gadam :)
A na koniec, czlowiek szczesliwy, czyli prawdziwy floating market: zero bialych (prawie, widzialem moze z dwie lub trzy osoby), turysci to glownie z azji i koniec koncow to jak to wyglada na prawde :)
![]() |
| A to taka ciekawostka: na tej lodce ozna zrobic sobe kurs po calym tragu tam i z powrotem a do tego skorzystac z masazu stop :) |
W nastepnym poscie o kolejnym dlugim weekendzie i agro turystyce w wydaniu tajskim, a w jeszcze nastepnym o tym dlaczego mam tyle dlugich weekendow :)










































0 komentarze:
Post a Comment