Smacznie i fotograficznie

.

 Jako, ze postepujaca tabloityzacja zycia to fakt, tak i ja na nadmiar wolnego czasu narzekac nie moge, wiec dzis, zamiast pisania, pare fotek z tego co sie mojej zonie zdarza ugotowac albo kupic…. i jedna rzecz na ktorej poleglem :)

Tajowie kochaja jesc i wlasciwie kazdy to wie; ponoc ich zarcie jest fantastyczne (ja zgadzam sie z tym tylko w 80% - jestem ciekaw kto zapoczatkowal te bzdurna teze). No wiec ponizej maly sugestywny przeglad.

No wiec na poczatek to na czym poleglem. Jadlem juz rozne swinstwa: zupe z psa, prazone robale, rozgwiazdy, skorpiony, stonogi, zgnile jajka, salatke z mrowczych jajek i wiele innych wynalazkow, ale to jedno pobilo wszystko dotychczas. Wobrazcie sobie ugotowane jajko, zanurzone w jakiejs kisielowatej slodkiej zupce, do tego dolozona kukurydza na slodko, jakas fasolka i dodatkowo jeszcze jedno zoltko z jajka. Fuuuuuj... myslalem, ze po sprobowaniu tego automatycznie zwroce obiad, ktory zjadlem 10 min wczesniej. Masakra. Ponizej fotka.


Oczywiscie, wyglada lepiej niz smakuje. :/ I serwuja to w miniaturowym barze w BKK. Jak na drodze: trzeba miec ograniczone zaufanie do zony kiedy mowi ci, ze wszyscy tutaj to kochaja. blee

A teraz przechodzimy do czesci wlasciwej, czyli popisow mojej zony. Czesc z Was wie, ze potrafi calkiem dobrze pichcic, wiekszosc, nie ma o tym pojecia. Dosc powiedziec, ze przybralem na jej kuchni co najmniej kilka kilo powyzej limitu. A wiec na poczatek master cook, a potem juz jak leci.

 

Nasza pierwsza kolacja w Poznaniu, jako, ze zmeczeni po wielogodzinnej podrozy, fotka troche pomaranczowa. Ponizej fotki zrobione jeszcze w Polandii, bo tam Duangusia miala jeszcze czas pichcic, tutaj juz go nie ma, wiec specjalizuje sie glownie w deserach i owocach.


Kurczak, z ryzem w curry i ogorasy
Fried rice z jajkiem z suszonymi rybami i posypane chili
Losos z ryzem z czosnkiem w sosie teriyaki
Grillowana wieprzowina z zoltym curry
Banany, truskawki i lody waniliowe w sosie czekoladowym
Gruszki gotowane w bialym winie z lodami waniliowymi w sosie czekoladowym

To juz Tajlandia. Powiedzmy, ze mozna to nazwac: 'butter cake with fruits in chocolate souse' cokolwiek to znaczy, w kazdym razie bylo przepyszne i mega kaloryczne :)



To ponizej, to kupne: jakis nalesnik slodkawy taki, do tego pelno wysokokalorycznego slodko-przesolonego (!) kremu i jakies rybie, slone paskudztwo w kolorze pomaranczowym. Ogolnie smaczne - istnieje jeszcze wersja na slodko, z pomarancza, ale to to juz jest naprawde slodkie i kaloryczne.


A teraz zestaw owockow,ktore tu rosna okragly rok. To zielone to kiwi (wszyscy znaja), rozowe geowmangkon, zolte to jabza, a biale to saali.

przed pokrojeniem...
... i juz po uzyciu noza :)
A na koniec krotki filmik, z tego jak zajadamy sie nalesnikami sprzedawanymi w naszej okolicy :)




3 comments:

  1. "pewnie łapy mi się z przepicia trzęsą" :D

    ReplyDelete
  2. Fioletowe wyglada super, ale te obok to nie jest jablko i gruszka?

    ReplyDelete
  3. jablko jest jablko, ae to obok to zdecydowanie nie gruszka :)

    ReplyDelete